Zapisałem się, spokojnie czekałem na rozlosowanie grup. Chciałem mocniej potrenować... skończyło się na "chciałem" - brak czasu, a później zabieg chirurgiczny. Jestem pocięty w 3 miejscach i kolejne 3 dojdą w tym tyg ;-)
Wylosowali! Ja, Latuch (aka Dav1d) i jakiś Ramzes oraz Boski. Pierwsza myśl? "Wychodzę na drugim miejscu bankowo". Dlaczego nie na pierwszym? Kilka dni temu potrenowałem sobie z Latuchem i mnie bił... no ale trening meczowi turniejowemu nie równy.
Graliśmy wg. rozpiski, czyli najpierw ja z wyżej wymienionym Latuchem. Pierwsza mapa moja (DM6), zaczynamy... dostaję bęcki jak ostatni frajer ale jakoś "wszedłem w grę" i zdołałem wygrać 13-3. Następnie ZTN - tutaj wiedziałem, że jeśli dobrze zacznę to powinien wygrać i tak też się stało 11-5 i wygrywam najważniejszy mecz w grupie 2-0. W tym momencie byłem pewien swojego awansu na 110%.
Latuch poszedł grać z Ramzesem, no a ja spokojnie sobie na Ramzesa czekałem. Latuch wygrał (ku mojemu zdziwieniu Ramzes wałczył ostro), a Ramzes... poszedł "wpiździelec". Dostałem tu w/o i na ostatniego przeciwnika z grupy się nie doczekałem. Tak więc słaba rozgrzewka w grupie, no ale cóż zrobić.
Następnie faza play-off (link do drabinki:
http://binarybeast.com/xQL1006160). Tutaj w pierwszym meczu... dostałem w/o, bo w4rlike nie miał czasu na grę - ileż można? Kolejny mecz Venomy - wiedziałem, że powinno być łatwo i tak też było 17-4 i 18-4 dla mnie.
Przyszła pora na Daxio. Liczyłem na ostre łubu-dubu z jego strony i 2-0 w plecy. Podszedłem do meczu na lajcie. Na T7 mnie skarał, a na DM6... prowadziłem grę cały czas. Jednak odpuściłem za wcześnie i musiałem uciekać do dosłownie ostatniej sekundy. Mega-fart i 5-4 dla mnie. Kolej na ostatnią mapę - DM13. Zaczynamy i najgorszy możliwy spawn dla mnie, Daxio pozbierał wszystko i kontrolował całą mapę przez całą grę, ja ograniczałem się jedynie do defensywy z rakietami. Opłaciło się. Daxio po pierwszym straconym fragu i spojrzeniu na zegar wiedział, że musi mnie przycisnąć żeby to wygrać... Nie udało się, z każdą straconą wymianą pchał się do przodu coraz bardziej i przegrał ostatecznie 5-1. Mój najlepszy mecz w turnieju. Po nim sądziłem, że mogę wbić w top2.
Następnie Canbast, DM6 wygrałem dosyć lajtowo (15-5), za to na ZTN nie było już tak wesoło. Od początku nie wszedłem w grę, w ok. 6 czy tam 7 minucie było 4:-2 dla mojego przeciwnika. Dostałem jakiegoś wiatru w żagle (pewnie to ten wiatrak, który mnie chłodzi przy biurku od PC) i zrobiłem rozpizdówę (czyt. wyszedłem na 6-4).
Finał WB z Lotnikiem. Przeczuwałem, że będzie "lipa" - i tak też było. Mapa Lotnika (ZTN) - zaczynamy i... ku mojemu zdziwieniu na jego najlepszej mapie zacząłem grać... 7-0 dla mnie i... i tyle, Lotnik wygrał 7-17. Moja (DM6) - od początku Lotnik ciśnie, 7-0 dla niego i... i koniec fragowania, 17-7 dla mnie. Tie-breaker (T9) - trochę mojej przewagi, trochę jego. Skończyło się tak, że wygrał po prostu ten, który miał troszkę więcej szczęścia i ogrania na tej mapce - Lotnik pokonał mnie 13-6.
Finał LB z Daxiem. Zaczęliśmy od DM6 - od początku miał przewagę, od chyba 4 minuty już nie grałem, a T9 poddałem walkowerem.
Przyczyny tak słabego występu w tym turnieju? No cóż, może ktoś mi zarzucić, że za dużo się tłumaczę, ale chciałbym jednak troszeczkę wyjaśnić mój spadający poziom. Przed przeprowadzką grałem chyba najlepiej w karierze. Ping mniejszy dzięki lepszej lokacji - zajebiste biurko (muszę sobie takie kupić :-D). Teraz nie mogę sobie coś ustawić cfg/myszki pod strzelanie (na 4 mapy z Daxiem i 3 z Lotnikiem tylko na jednej [z Daxiem, dm13] miałem lepszą celność od przeciwnika). No i brak treningów... Jak naparzałem w tamtym roku w QL i pojechałem na LC pojawił się tam Lotnik. Zagraliśmy turnieje na Q3 i na QL - trafiałem na niego tutaj i tutaj, nie był mi w stanie urwać jednej mapy...
Co planuję? Pogrzebać coś w QL/ust. myszki i potrenować. Czas pokaże czy jest sens żebym grał w "zielone roboty" dalej.